facebook:
polecamy:

Polski Związek Alpinizmu

 

Bielski  Klub  Alpinistyczny

Pierwsze foki za płoty, czyli wycieczki skiturowe dla początkujących

W to, że tej zimy w Bielsku będzie biało mało kto wierzył. Na pytanie Roberta zadane mi i Wojtkowi jakieś pół roku wcześniej czy zabierzemy go kiedyś na skitury, bez entuzjazmu odpowiedziałam, że jeśli załatwi śnieg to możemy spróbować. Nie wiem jak to zrobił, ale udało się – widocznie ma jakieś układy „na górze”. Zanim jednak sam miał okazję wyprowadzić foki na spacer kilku innych nowicjuszy przywdziało narty i wyruszyło w Beskidy.
Najpierw był rekonesans na Rysiance, żeby Wojtek mógł wypróbować nowe narty. Podejście we mgle i zjazd po zmrożonym śniegu rozjeżdżonym przez skutery nie należały do największych przyjemności, ale i tak był to niezły początek sezonu.
Nie wiem czy z wrażenia czy z innych przyczyn tydzień później Wojtek powalony chorobą został w domu, ale wcześniej zdążył namówić mnie i Sebastiana na kolejną wycieczkę. Ostatecznie zabraliśmy mu narty i poszliśmy sami. Sebastian, będąc na nartach po raz drugi w życiu, dzielnie sobie radził nie tylko na podejściu, próbując dogonić niedoścignioną biegaczkę Martę, ale również podczas zjazdu z Szyndzielni, która co prawda wielką górą nie jest, ale przy niedzielnym tłumie spacerowiczów, saneczkarzy, amatorów zjazdu na byle czym i lekkim oblodzeniu stanowiła nie lada wyzwanie. Ofiarą padł tylko przydrożny bałwan 🙂
Mogłoby się wydawać, ze wreszcie nadeszła pora na prowodyra akcji „Mój pierwszy raz z fokami”, ale tym razem okazało się, że Robert jest chory, więc w jego zastępstwie w kolejną sobotę na narty zabraliśmy Justynkę. Pewnie nikt by nie podejrzewał, że przy tej ilości śniegu pierwszy etap podejścia na Wielka Raczę pokonamy z buta, jednak prowadzona przy szlaku wycinka drzew pozbawiła drogę śniegu, w zamian oferując liczne przeszkody terenowe. Początkowe trudności szybko zrekompensowały nam piękna pogoda oraz wspaniałe widoki na Tatry i Małą Fatrę, które towarzyszyły nam zarówno na podejściu, jak i na szczycie. Zjazd w świeżym puchu dostarczył kolejnych emocji, ale obyło się bez poważniejszych urazów na ciele i duchu.
Dzień później dla odmiany ja zostałam chora w łóżku, podczas gdy Wojtek z Moniką w śnieżycy zdobywali Skrzyczne. Nawet trudne warunki i silny wiatr nie powstrzymały ich od osiągnięcia celu. Nagrody w postaci zjazdu mogę im tylko szczerze pozazdrościć.
Kolejny tydzień minął niepostrzeżenie i wreszcie nadszedł czas na naszego Tresera, któremu dane było wyprowadzić foczki na Rycerzową. Przy okazji delikatnie wyprowadził również mnie i Wojtka z równowagi zostawiając nas daleko w tyle na podejściu. Na szczęście w końcu się opamiętał i do schroniska dotarliśmy już razem. Stamtąd jeszcze kawałek pod górę i zjazd, na którym również ostatecznie pokazał nam kto tu rządzi z gracją przeskakując przez strumyki.
Mam nadzieję, że dla naszych świeżynek były to miłe złego początki i udało nam się zarazić Was swoją zimową pasja. W imieniu nowicjuszy dziękuję Monice i Wojtkowi za użyczenie sprzętu, a wszystkim obecnym za super towarzystwo i dobre humory. Liczymy na kolejne opady śniegu i wspólne tury nie tylko w Beskidach.

Zapałka

1 komentarz

  • sekretarz napisał(a):

    o mojej samotnej walce z szrenią łamliwą na Saharze (wyjście i zjazd) i lodoszrenią pod kolejką na Szyndzielnię (tylko wyjście, częściowo z nartami na plecach) to już nie napisano 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *