facebook:
polecamy:

Polski Związek Alpinizmu

 

Bielski  Klub  Alpinistyczny

Matterhorn – droga pierwszych zdobywców 150 lat później

W dniach 25-31 lipca odbył się wyjazd członków naszego Klubu, w składzie Wojtek Lesiecki, Arek Stryczniewicz, Tadek Stwora w Alpy Walijskie. Głównym celem było zdobycie Matterhornu granią Hörnli.

‚Matt’- niezdobyty cel zeszłorocznej wyprawy, w roku jubileuszowym dodatkowo nas motywował.
Wyjeżdżamy 25 lipca ok.17, dalej standard- winiety, paliwo, prowiant etc. W trakcie podróży planujemy ciąg zdarzeń, które musimy zainicjować i wykonać czyli: przyjazd, biwak, krótki odpoczynek, aklimatyzacja, odpoczynek, atak szczytowy, powrót. Nazajutrz lądujemy na Campingu Mischabel u podnóża Saas-Fee, planując aklimatyzację na Allalinhornie bądź na Alphubelu. W poniedziałek, już w podejściu, decydujemy, że „robimy” Alphubela (4206 m) – szczyt, który między innymi wraz z Domem i Täschhornem tworzą pasmo Mischabel. Nie bez znaczenia w wyborze była też ciekawsza, zróżnicowana i bardziej wymagająca technicznie droga. Koło południa robimy fotki na szczycie, potem szybki powrót, na biwaku jesteśmy ok. 17-ej. Przed nami wtorek – dzień „restu”, więc jeszcze wieczorem wyjeżdżamy do Randy na docelowy biwak. Wiedząc, że wczesnym popołudniem w środę ma zepsuć się pogoda, ok. 10-ej wyruszamy z Wojtkiem do Zermatt, potem kolejką do SchwarzSee i dalej do Hörnli Hutte. W tym czasie Arek postanowił zająć się samotnie Oberrothornem (3413 m). My jednak logujemy się w schronisku Hörnli o 14-ej, podobnie jak większość nacji Europy. Pogoda psuje się na maxa, ale to tylko „chwilowe” kilkugodzinne załamanie w dwudniowym okienku. Rano wreszcie start ok. 5-ej; pobudka przesunięta o godzinę ze względu na wieczorne opady i ryzyko zalodzenia drogi oczywiście w górnych partiach. Grań pokonujemy w miarę sprawnie, pomimo punktowych zatorów na szczycie jesteśmy przed 11-tą, robimy parę fotek na wierzchołku włoskim. Dziś wyżej się już nie da. W zejściu zaskakuje nas gęsta lodowata mgła, która wystawia na próbę nasza odporność psychiczną i zmusza do pełnej koncentracji. Schodzimy oczywiście zjazdami,gdzieś pod Solvayem przejaśnia się i jest już cieplej, resztę drogi pokonujemy bez większych problemów. W Hörnli Hutte jesteśmy koło 18-ej, szybkie pakowanie depozytu, płyny, kalorie i powrót przez SchwarzSee do Zermatt, w którym jesteśmy na kilka minut przed odjazdem ostatniego pociągu (22.13) do Randy. O 23-ej budzimy śpiącego Arka mając siły i nadzieję, że „czymkolwiek” oblejemy dzisiejszy sukces.
W piątek jeszcze zakupy, ostatnie przejście Krupówkami w Zermatt, po południu wyjazd. W sobotę rano jesteśmy w domu.

pozdrowienia dla całego BKA,
Tadek

1 komentarz

  • CZa pisze:

    Chłopaki, a właściwie Panowie! Gratulują!!!
    35 lat temu byliśmy na Matterhornie w 5-kę, w tym czterech bielszczan, a w tym aż trzech obecnie z BKA. Namawiałem naszych Kolegów,z także Koleżanki na wyjazd. zarówno w roku 2014 „na rozgrzewkę” i poznanie warunków, jak o w tym roku. Jestem z Was DUMNY!!!
    Pozdrawiam CZa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *